O naprawie kapitalizmu
Kapitalizm traci w świecie zaufanie. Jaki powinien być? Artykuł Wojciecha Gruszeckiego – po raz pierwszy wydrukowany w czwartym numerze Akcentów – to jeden z głosów w tej kwestii.
Od pewnego czasu toczy się dyskusja, którą można byłoby nazwać „O naprawie kapitalizmu“. Niektórzy uważają, że naprawa jest niepotrzebna, bo obecny turbokapitalizm, jak nazwał amerykański ekonomista Edward Luttwak dzisiejszy wolny rynek gospodarczy, jest samosterujący, a czynnikiem sterującym jest wolny rynek i chęć zysku, inni, że system wymaga zmiany, bo sytuacja, w której jedna osoba ma dochody przekraczające budżet całej Polski, jest chorobliwa i groźna i może doprowadzić jeśli nie do rewolucji, to do jakiegoś innego kataklizmu społecznego. Nawet wielu amerykańskich ekonomistów (i nie można ich posądzić o lewactwo) zgadza się, że olbrzymie bogactwo skupione w prywatnych rękach, przy toczącej się powszechnej pauperyzacji jest wypaczeniem ustrojowym, a to, że jest źle, i że prognozy są nadal czarne, nie starają się tłumić nawet zwolennicy turbolapitalizmu.
Reformatorzy ustroju najczęściej widzą ewentualną poprawę w reformie prawa i wykrywalności przestępstw. Zapominają jednak przy tym, że wiąże się to nierozerwalnie z wprowadzeniem rygorów państwa policyjnego, a więc z utratą wolności osobistej. A przecież wolność osobista i demokracja leżą u podstaw ustrojowych kapitalizmu.
Tocząca się dyskusja jest żywiołowa i najczęściej pozbawiona stwierdzeń podstawowych. Żąglować terminami „wolność”, „wolny rynek” i „demokracja” w przypadku dyskusji o ewentualnych zmianach systemu jest mało konkretne. Ci bowiem, co twierdzą, że społeczeństwo trzeba „wziąć za mordę i trzymać krótko”, albo „niech darmozjady zdychają” – odpadają automatycznie z dyskusji o naprawie systemu demokratycznego. Wolność osobista, wolny rynek, konkurencja, demokracja, prywatna własność i humanitaryzm są pojęciami tak podstawowymi, że muszą zawsze, nieomal automatycznie rzutować na dalsze wypowiedzi. W ten sposób z dyskusji odpadają marksiści, zwolennicy komunizmu i nazizmu, ale również ci, którzy twierdzą, że nędza ludzka, armia głodnych i bezrobotnych jest pożywką dla kapitalizmu. Dyskusję o naprawie systemu – jeśli ma być to dyskusja naukowa – rozpocząć należy od uzgodnień definicji.
Kamieniem węgielnym kapitalizmu jest pieniądz i kapitał. Trzeba więc zacząć od tego. Pieniądz to nie tylko środek wymiany w handlu, ale i element płatniczy pełniący funkcje społeczne. Bez społeczeństwa stojącego za pieniądzem, bez umownego uzgodnienia i parytetu (a więc stosunku między jednostką monetarną kraju, a jej wagową zawartością kruszcu, dającą możliwość wyboru i kupna towaru) nie ma pieniądza lub jest on bezwartościowy. Idąc dalej tym tropem należy stwierdzić, że pieniąc jest nagrodą jaką daje społeczeństwo obywatelowi za jego pracę lub użyteczność wykonywaną na rzecz tego społeczeństwa. Każdy inny sposób nabywania pieniędzy jest nadużyciem, sprzymierzeńcem bezprawia lub kradzieżą. W tym kontekście należy zastanowić się, czy lichwa i oprocentowanie kapitału nie jest nadużyciem społecznym, gdyż pozwala czerpać zyski bez wykonywania jakiejkolwiek pracy ny rzecz społeczeństwa. Również przekazywanie majątku na drodze dziedzictwa oraz, obecnie modne, prywatyzowanie (na zawsze) dóbr społecznych, programuje nierówność i niesprawiedliwość w społeczeństwie, gdyż powoduje ucieczkę dobra społecznego w sferę prywatną.
W obecnym ustroju kapitalistycznym, pomimo wpisanych w konstytucjach haseł demokracji, tkwią średniowieczne elementy nierówności obywatelskiej. Rodowe przywileje warstw uprzywilejowanych nie różnią się zasadniczo od przywilejów obecnej oligarchii finansowej. Skupienie kapitału w nielicznych rękach prywatnych powoduje szereg złych następstw, m.in. spadek koniunktury. I tak dochodzimy do najważniejszego problemu naszego stulecia: bezrobocia. Nie ma co się łudzić populistycznymi hasłami wyborczymi różnych partii politycznych. Proces bezrobocia będzie się stale pogłbiał.
Jednym z wyjść z tego diabelskiego kola mogłoby być państwo socjalne, które rozdzieli dochód narodowy na wszystkich obywateli tak, że będą mogli żyć mając minimum biologiczne (tzn. dach nad gąłową, jedzenie i opiekę zdrowotną). W takim ujęciu te jednostki, które mają zatrudnienie i będą produkować (również dla bezrobotnych) otrzymywałyby dodatkowe wynagrodzenia, stosownie do pracy włożonej dla społeczeństwa. Zadowoleni byliby również producenci, uzyskując wprawdzie zysk nie maksymalny, ale dochód stały i pewny.
Obecny światowy trend polityczny jest jednak akurat odwrotny. Ekonomiści widzą przyczyny nędzy finansowej państwa i rosnącego zadłużenia w nadmiernych wydatkach na cele społeczne. Niemcy i Polska wyróżniają się w masowej likwidacji resztek państwa socjalnego. Zaskakuje, że te dwa kraje równolegle postanowiły poprawić swój budżet państwowy zubożając tę warstwę społeczną, która i tak ma najmniejszy udział w podziale dochodu narodowego. Dziwna jest też zgoda na taką „reformę” wszystkich największych ugrupowań politycznych, niezależnie od ich maśi i haseł wyborczych. Można stwierdzić, że politycy w Europie Środkowej różnią się obecnie jedynie intensywnością wprowadzonych reform regresywnych. Skutki mogą okazać się katastrofalne: z jednej strony zubożenie najliczniejszej warstwy konsumentów niewątpliwie obniży popyt i zmniejszy produkcję, z drugiej ten stan rzeczy otwiera drogę populistycznym, nieodpowiedzialnym elementom.
Dyskusja nad przyszłością ustroju, w którym przypadło nam żyć, jest niewątpliwie jednym z najważniejszych zadań intelektualnych, a podjęcie jej nie jest proste. Kapitalizm może stać się ustrojem tak przestarzałym, że nie nadawać się będzie do jakiejkolwiek reperacji.

Nie z wszystkim sie zgadzam – wiele jest uproszczen, ale na pewno autora spojrzenie na tzw. nierownosc obywatelska jest bardzo wnikliwa. Jedni moga wiecej, inni nic nie moga, pomimo szarpania sie i podejmowania wysilkow, zeby stanac na nogi. Poza tym warto spojrzec na tzw. rownosc w wyborach. Jesli ktos zarzadza np. mediami – ksztaltuje opinie mas i to on ma przewage glosow wiekszosci.