Jak ptaki i zwierzęta śpiewały ludzkim głosem

• 06/12/2011

Jak ptaki i zwierzęta śpiewały ludzkim głosem

Wszystkim dzieciom na Swięta Bożego Narodzenia – bajka w prezencie od AKCENTÓW. Rodzicom i tym, którzy chcieliby podarować dziecku tę bajkę w formie książki z ilustracjami i osobistą dedykacją, prosimy o kontakt.

W Polsce, w wigilię Bożego Narodzenia, zwierzęta i ptaki rozmawiają ludzkim głosem. Nie wierzycie? No to posłuchajcie!

- Szanowne ptaki i zwierzęta! Drogie Panie! Drodzy Panowie! Zbliżają się święta i jak co roku w wigilię Bożego Narodzenia przemówimy ludzkim głosem – wyszczekał na powitanie Azor, pies wolno biegający, który od kilku lat przewodził owym zebraniom.

- Jak co roku nudy na pudy i ciągle to samo – ziewnęła szeroko kotka Finia, mała czarna z białą łatą na ogonie, właścicielka państwa Rakiewiczów.

- Słucham? Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałem? – spytał Klops, pół-mops, obywatel ziemski z pobliskiej zagrody agroturystycznej. – To właśnie panience potrzebne są próby, bo od kiedy pamiętam, a pamięć mam znakomitą, fałszuje panieneczka okropnie i zamiast miau-miau wieńczące moje hau-hau śpiewa pani miiijał.

- Przestańcie się kłócić! – zaćwierkał w imieniu wszystkich wróbli nestor Nelek. – Spieszymy się na obiad do stadniny i prosimy, żeby nie przedłużać próby.

- Tak jest, właśnie tak, nie inaczej – jednocześnie zawtórowały świergotem wszystkie inne wróble.

- To może by lepiej ćwiczyć w grupach – zaproponowała świnka Malwinka, która wraz z krówką Minką od lat tworzyły zgrany duet śpiewaczy. Ich chru-muuu-rumu było już klasyką.

- O nie! W żadnym wypadku! – zaprotestował Azor – wszyscy się porozbiegają, poodlatują, a potem wróble zamiast ćwierkać, będą świergolić, o kotach nie wspomnę… Poza tym czeka nas niespodzianka, którą przygotowała nasza ukochana klacz Jakobina. A w ogóle, gdzie się ona podziewa? Miała już tu być.

- Witajcie! Witajcie! Oto i jestem! – zarżała Jakobina wychodząc z lasu. – Przyprowadzam również moją niespodziankę, naszych ukochanych gości, z którymi w tym roku razem odśpiewamy świąteczny koncert.

Jakobina była klaczą wyjątkową, mistrzynią zawodów hipicznych i znakomitą dyrygentką chórów amatorskich. Klacz wspaniała, o której mówi się powszechnie – klasa sama w sobie. Zarżała radośnie, uniosła swój szlachetny, rasowy łeb i odsłoniła rodowodowy zad, za którym podążała gromada wszelakich zwierząt. Prawie jednocześnie nadleciały zagraniczne wróble i pousadzały się na żerdziach ogradzających zagrodę babci Ireny od drogi, miejsca corocznych spotkań naszych bohaterów.

Jacy goście? Po co  goście? Ja z nikim nie będą dzielił się świątecznym menu – głośno zachrząkał knur Bogusz, ale knur był wyjątkiem, wszyscy inni ciekawi byli nowych chórzystów. Zresztą Boguszowi w głowie było tylko żarcie, poza tym był kapryśnym, grymaśnym artystą, choć przyznać trzeba, talent miał olbrzymi.

- Zdaje się, że to Niemcy! - wykrzyknął Klops. – Psy kroczą z kotami w harmonijnej zgodzie. Mówiono mi nawet, że śpią w jednym legowisku. Spać z kotem! Fuj! Brrr… – żachnął się szczerze.

- Prosimy, prosimy! – zagłuszyły Klopsa inni, bo – co tu kryć – nowi obudzili wielką ciekawość. Niektórzy miejscowi jeszcze nigdy nie widzieli cudzoziemców.

- Jest jeszcze jedna niespodzianka! – triumfalnie poinformowała klacz Jakobina. – Miał być chór tylko niemieckich przyjaciół, ale udało się zwerbować kilka głosów rosyjskich, włoskich, a nawet japońskich. Czy to nie cudowne? – zarżała kolejny raz z radości.

- Jeszcze tego brakowało! Dla mnie już nic nie zostanie z uczty świątecznej – chrząknął ze złością Bogusz, ale jego chrząkaniem nikt się nie przejął. Trzeba przyznać, że towarzysko knura było czasami bardzo męczące. Azor tymczasem ustawił wszystkich w kilku rzędach, zgodnie z sugestią Jakobiny.

- Proszę bardzo, możemy zaczynać! Pamiętajmy o zmianach, które przewidziała dyrygentka – przypominał Azor. – Szczęście, że psy nie będą już śpiewać po kotach – dodał z nieskrywaną radością.

- Partytury przygotowane, nieprawdaż? – spytała Jakobina i nie czekając na odpowiedź machnęła grzywą w stronę niemieckich kotów.

- Miauuu… – zamiauczały jednogłośnie koty niemieckie, po nich myaou rosyjskie, miao włoskie, a kotki polskie miau-miauem zakończyły kocią zwrotkę. Po kotach piep-piepem zaczęły ptaki niemieckie, tyu-tyu dorzuciły rosyjskie, pi-pip japońskie, a wróble włoskie ciepłym belcanto zawtórowały chip-chip. Nestor Nelek wymownie spojrzał w kierunku polskich wróbli i one zakończyły występ ptaszków uroczym świr-świrem. Grzywa Jakobiny skierowała się na stronę psów. Gaf-gaf zaczęły bas barytonami rosyjskie burki, bau-bau dodały włoskie a wau-wau niemieckie.

- Stop! Stop! Co się dzieje!? Co to ma znaczyć!? – przerwał próbę Azor. Co za gaf-gaf, jakie wau-wau i bau-bau, co to w ogóle za śpiewy? Przecież tego nikt nie zrozumie. Trzeba szczekać hau-hau, ewentualnie chau, chau, to znaczy – po naszemu!

- Dlaczego? – spytała naiwnie krówka Mela i skierowała swoje wielkie, maślane oczy w stronę Azora.

- Właśnie, a dlaczego? - dopytywały się koty, z zasady przekorne psom. Finia, Binia i Pucia stwierdziły, że śpiewów słucha się z rozkoszą i że brzmią bardzo internacjonalnie.

- Ale tego nasi nie zrozumieją! Czy wasze kocie mózgi tego nie pojmują? – spytał bezczelnie Klops solidarny wobec Azora.

- To niech się nauczą rozumieć, o! – odrzekła butnie Finia.


- Ja nie odstąpię od świr-świr, mogę co najwyżej zaćwierkać ćwir-ćwir – powiedział dumnie Nelek, ale wszystkie inne wróble były tak zauroczone piep-piepem, chip-chipem i tyu-tyu, że zaczęły z radością powtarzać nowe dźwięki.

- Kukuryku! – przerwał kłótnię kogut Pięknopiór – jak tak można się kłócić przy gościach? Nie wstyd wam? – spytał rodaków. Jakobina wtedy posmutniała i rzekła: - Tylko raz w roku możemy rozmawiać ludzkim głosem i już przy próbie zaczynamy się kłócić. Czy to rozsądne? - spytała z żalem w głosie. – Podróżuję po świecie i oczarowana jestem różnorodnością języków. Znam wiele z nich i uważam, że to jest fenomenalne móc dogadać się z  innymi. Dodam jeszcze, że mi wstyd za naszą niegościnność i… i  brak tolerancji. Poczym spuściła swój szlachetny łeb i zamilkła.

- Właśnie! -  jednocześnie zamiauczały koty – brak tej właśnie miau…rancji!

- Ja się tylko boję, że nas nie zrozumieją – tłumaczył się Azor.

- Spróbować nie zaszkodzi – zaproponował ugodowo Nelek. 

- Mnie się bardzo podobają śpiewy naszych gości i cieszę się, że dostąpiłem zaszczytu kukurykać w  tak zacnym gronie – rzekł radośnie Pięknopiór.

Knur Bogusz nierad z przebiegu próby oświadczył, że nie musi ćwiczyć. Arię „Chrum-chrum” zna doskonale i nie zamierza o głodzie i chłodzie stać na mrozie, bo już czuje, że słabnie. Odwrócił się i wielce obrażony udał się w stronę chlewu nie doczekawszy końca próby. Oczywiście przesadzał. Mróz był niewielki, a śnieg ledwie prószył. Taki był jednak ten Bogusz:  zawsze niezadowolony. Tylko – i to trzeba przyznać - arię śpiewał pięknie. Ach, jak pięknie! 

Nadszedł uroczysty dzień premiery. O północy zwierzęta i ptaki spotkały się na drodze przy lesie i pod batutą Jakobiny odśpiewały wspólnie nową wersję świątecznej pieśni chóralnej. Najpierw duet Minka-Malwinka wykonały hymn triumfalny „Za zgodę”, który wzruszył wszystkich  do łez. Nawet wróblom oczy zwilgotniały. Potem nadeszła upragniona chwila dla kotów. Zaczęły rosyjskie wesołym myaou, po nich równie wesoło zamiauczały niemieckie: miau, miau, włoskie: miao a tercet polski w składzie: Finia, Binia i Pinia dodały: miau-miau-miau. Refren należał do niemieckich kogutów: Ki-ki-ri-ki! - zapiały triumfalnie.

Drugą część koncertu odśpiewały ptaki. Zaczęły polskie wróble uroczym świr-świr, potem tyu-tyu dorzuciły rosyjskie, piep-piep niemieckie, a włoskie wspaniałym belcanto dośpiewały chip-chip. Refren wykonał kogut, wybitny tenor rosyjski: Ku-ka-re-ku!

Część trzecią powierzono psom. Wpierw zaszczekały niemieckie: wau-wau, potem dołączyły włoskie: bau-bau, rosyjskie: gaf-gaf a Azor z Klopsem krótkim hau-hau zakończyli trzecią zwrotkę. Kogut Pięknopiór zapiał: Ku-ku-ry-ku! I po tym solowym występie, jeszcze piękniejszy niż zwykle, bo – jak wiadomo – sztuka uszlachetnia, wskoczył na żerdź i dumnie usadowił się obok innych kogutów.

Ostatnia, czwarta część koncertu należała do świnek. Chrju-chrju zaintonowały rosyjskie prosięta, potem quik-quik zakwiczały niemieckie, a włoskie dodały  gru-gru Finał należał do maleńkiego  kogucika japońskiego o wyjątkowym głosie, który triumfalnym Ko-ke-ko-ko! zakończył koncert świąteczny. Było po prostu cudownie! Podobno śpiewy słyszano po drugiej stronie Odry, a echo poniosło głosy daleko, daleko na morze. Uzgodniono, że w następnym roku zaprosi się gości z Anglii, Hiszpanii a nawet z Chin, no i przeniosą się wszyscy nad Zalew Szczeciński. Rybom też trzeba będzie dać szansę – stwierdzono. To będzie dopiero koncert!

Jeśli ktoś zapyta o knura Bogusza, to z żalem powiem, że nie stawił się na premierowy koncert. Musiano odwołać jego solowy występ. Niestety, knur pilnował swojego koryta.

Ilustracje: BO-CKI

Podobne artykuły

Poinformuj innych

Komentarze

  1. Ja-Nina

    Bajka przecudna, wesoła i mądra!

  2. Walerianka

    Super! Musiałam sobie jednak wydrukować, żeby z uwagą przeczytać.

  3. Bolko

    Strasznie smieszna i dobrze napisana bajka. Gratujuje!

  4. Ania

    Droga redakcjo, bardzo sie ciesze, ze jest rowniez cos dla dzieci i to jakie zabawne, jakie ksztalcace, bo rzeczywiscie w roznych krajach zwierzeta roznie mowia, tak, tak, nie tylko ludzie. Opowiadanie na czasie, bo Swieta za pasem, szkoda, ze malo ilustarcji, ale to nie ksiazka z obrazkami. Zycze Wam spokojnosci przed i w czasie Swiat, Ania

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>