Czocha

Było tych obiektów 17. Wszystkie we władaniu Grupy Hotelowej Wojskowej Agencji. Niestety, wymagające remontów, przebudowy, a na to wszystko pieniędzy.

Podróże po Polsce

Czocha

Było tych obiektów 17. Wszystkie we władaniu Grupy Hotelowej Wojskowej Agencji. Niestety, wymagające remontów, przebudowy, a na to wszystko pieniędzy.

Podróże po Polsce

DATA
11.01.2017

PRZECZYTASZ W CIĄGU
6 minut

AUTORKA   → Regina Mikielewicz

DATA   11.01.2017

PRZECZYTASZ W CIAGU   6 minut

Wojsko, które było ich właścicielem, próbowało sprzedać kilka z nich. Zachować postanowiono tylko te, które rokowały dochodowość i funkcjonalność, i to w sytuacjach szczególnych, np. klęsk żywiołowych.

Jednym z nich jest monumentalna, eklektyczna warownia – Zamek Czocha na Dolnym Śląsku, w miejscowości o nazwie Sucha. Obiekt pięknie położony, bo na wzgórzu, w otoczeniu wód Jeziora Leśniańskiego i lasów o cudnej urodzie. Owa forteca to nie tylko interesująca budowla architektoniczna, ale i ciekawy, obrosły legendami obiekt, który pełni dziś również funkcję hotelu.

Po gruntownych remontach przestał być gmaszyskiem wczasowo resortowym, rodem z dojrzałego PRL i z pokrętną przeszłością. Obecnie historię Zamku opowiada się ze świadomością, że nie był to jedynie obiekt piastowski, lecz (jak wszystkie na tym terenie) wędrująca z rąk do rąk warownia, która, pomimo zmian właścicieli, pożarów i zawieruch wojennych przetrwała; pewnie i dlatego, że miała więcej szczęścia niż inne twierdze położone na tym terenie.

W przeciągu kilku wieków Zamek Czocha zmieniał się architektonicznie – z obronnej fortecy, poprzez różne etapy przebudowy i modernizacji, stawał się z czasem okazałą rezydencją dopasowaną do gustów epoki i jego nowych właścicieli.

Ponieważ historia obiektu opisana jest bardzo szczegółowo – powtarzać jej nie zamierzam, każdy sięgnąć może do licznych opracowań i poznać mniej lub bardziej wiarygodne dzieje zamczyska. Zajmę się nieco klimatem dzisiejszej Czochy, przekażę uwagi pań, z którymi podróżowałam, a opowiadając o średniowiecznej warowni, podkraszę reportaż pewną, nieznaną nikomu dykteryjką.

Było to tak. Miła i rzeczowa pani manager, z którą rozmawiałyśmy na temat reportażu, zaproponowała nam zwiedzanie obiektu w towarzystwie jednego z przewodników. Moje towarzyszki z zaproszenia skorzystały, ja siadłam w Sali Kominkowej, by delektować się oglądaniem jesiennego pejzażu z różnych stron Zamku. Wtedy stanął przy mnie dość krzepki, niewysoki jegomość i rzekł:

– Oczywiście zna już pani historię tego nieszczęśliwego dziecka, którego rycerz zamurował w kominku?

– Tak opowiada legenda, a żonę niewierną nawet utopił w studni – uzupełniłam.

– Żonę i owszem, ale z dzieckiem było zupełnie inaczej.

– Zna pan prawdziwą historię? – próbowałam zażartować.

– Oczywiście! – odpowiedział, nie wyczuwszy ironii w moim głosie. Było to tak, niech pani uważa, powiem tylko raz, proszę o tym wspomnieć w reportażu (skąd wiedział że będę pisać? Robi się ciekawie, pomyślałam).

– Prawdą jest – zaczął nieznajomy – że z dziećmi z nieprawego łoża rozprawiano się w średniowieczu okrutnie, a nasz włodarz, który jak się doliczył niewiary, bo jego śliczna żona musiałaby dwa lata nosić jego dziecko w swoim łonie, postanowił ukarać zdrajczynię w sposób okrutny, chociaż był chrześcijaninem. Takie były czasy. Żalu nie żywię. (A więc mam do czynienia z jakimś wariatuńciem, pomyślałam, uspokojona nieco że środek dnia i w koło ludzie).

– Kazał ci to on przywołać murarza na dzień następny i żywe niemowlę zamurować w ścianie komina. Tuż przed egzekucją, na dziedzińcu okrutnie huknęło. Włodarz nakazał murarzowi dalej czynić swą powinność, a sam z innymi wybiegł z sali. Okazało się, że jedna z armat nie wiedzieć czemu wystrzeliła. Rycerz wrócił rozsierdzony niebywale i zdążył jedynie na końcówkę murowania. Dziecko już nawet nie kwiliło, murarz dokończył dzieła, zamknąwszy otwór ostatecznie.

– Wystrzał ważny dla owej opowieści? – spytałam, próbując nie rozdrażniać  pasjonata legend.

– Tak właśnie, droga pani. W tym czasie gdy armata wystrzeliła, z tajnego przejścia, a tych w zamku wiele, wyszła nobliwa osóbka trzymając w ręku zawiniątko. Niosła martwe dziecko, które zgasło w kilka dni po porodzie, tzn. dnia poprzedniego. Ojcem był ów murarz, który wiedział, jakie życzenie swojego pana będzie musiał spełnić. Z żoną i bratem ustalili, że braciszek narobi huku (a znał się to on na armatach jak nikt inny), w tym czasie zaś żona podrzuci martwe ich dziecko zamieniając maleństwa. Tak się też stało. Żywe dziecię przyssało się spiesznie do nabrzmiałej mlekiem piersi i wraz ze swoją nową mamą tajnym przejściem opuściło komnatę.

Mały wyrósł na pięknego młodzieńca i pomimo niesłusznego pochodzenia został pasowany na rycerza, bo był dzielny, bitny i zręczny. Potem udał się na dwór znanego księcia, by…

Nagle drzwi się rozwarły i wraz z grupą turystów wszedł przewodnik Igor i zaczął barwnie i ciekawie opowiadać powszechnie znaną legendę zamurowanego oseska.

Wyszłam z sali. Zobaczyłam mojego gawędziarza już przy drzwiach wyjściowych. Odwrócił się i zdążył tylko powiedzieć: – A niechaj o tym wspomni w reportażu, jam potomek tego rycerza i dość mam słuchania łgarstw zamkowych. Ja tylko grzecznie proszę, a w ogóle bardzo nie lubię chodzić po nocach i dzwonić łańcuchami dla przypomnienia.

Nie wiem, czy słusznie mącę starą legendę nowymi treściami, ale wielkiego wyboru, jak widzi czytelnik, nie mam – muszę opowiedzieć prawdę wiekowego rezydenta starego Zamku.

Czocha to niezwykle interesujący obiekt, wart każdego wysiłku, bo nie ma windy, a na piętra hotelowe trzeba się wspinać po zamkowych schodach (w noszeniu bagaży pomóc może pracownik hotelu po poprzednim zgłoszeniu w recepcji. Zwracamy również uwagę, że pokoje o różnym standardzie i radzimy wcześniej starannie przeczytać szczegóły dot. noclegów). Ponieważ w pobliżu brak osady przyzamkowej i prócz owej monumentalnej budowli nie ma innych zabudowań, nawet po drobiazgi jechać należy do pobliskiej Leśnej, o kilka kilometrów oddalonego miasta (w recepcji do nabycia jedynie wszelkie bogactwo pamiątek związanych z Zamkiem). Natomiast posilać się można w restauracji zamkowej, która ma w karcie miejscowe specjalności, m.in. zupę grzybową, a ta smaczna, że palce lizać, a i zamkowe miody – jak twierdziły degustatorki, po prostu ambrozje!

Może warto pomyśleć o ulokowaniu w/przy Zamku kiosku z podstawowym asortymentem niezbędnym dla podróżnego? może nawet o znaczku okazjonalnym, pieczęci stawianej na listach i kartkach?

No i jeszcze jedna niedogodność, która nas dotknęła. W czasie silnego ‘obłożenia’ hotelowego (weekend) pomieszczenie restauracji okazało się być za małe. Udostępniono nam drugą salę, już bez bufetu śniadaniowego, bo ten został za dwojgiem drzwi i korytarzem. Wielkiej wyobraźni mieć nie trzeba, żeby przedstawić sobie jak wyglądało przyniesienie napoju, talerzyka ze śniadaniem. Prawdziwe wyzwanie.

Czocha prowadzi szeroką działalność edukacyjną, rozrywkową i kulturalną. Organizuje m.in. turnieje rycerskie, wesela, spotkania, pokazy, konferencje etc. Prócz zwiedzania Zamku z jego bogatymi atrakcjami, przyjmuje zlecenia na organizację wszelkich imprez tematycznych. Dodajmy również, że na miejscu można skorzystać z profesjonalnych zabiegów Spa. Nawet w bibliotece warto rozejrzeć się i pocmokać z podziwu, bo są tu przedziwne księgi, że aż dech zapierają, swoiste osobliwości, ot, chociażby dzieła Lenina.

Ten melanż przedziwności, kontrastów i odmienności dopełnia miła atmosfera i grzeczna, spolegliwa obsługa. Owiane zaś legendami zamczysko warte jest obejrzenia i zmierzenia się z atmosferą niepowtarzalną, bo tajemniczą, wręcz mistyczną i nie tylko za sprawą licznych legend, skarbów w tajemnych schowkach wmurowanych, komnat z zapadniami czy izbą tortur – Zamek to obiekt zgrabnie zharmonizowanych stylów, gdzie i gotyk, i renesans, i barok pod wspólnym dachem mieszkają. ♦

Współpraca: A. Braun, A. Kalata, I. Witczak-Kuźmińska

© Zdjęcie tytułowe: Rafał Konieczny | Zamek Czocha (fragment)

Dyskusja

5 komentarzy

  1. Dir

    I ja tam bylam, miod pyszny pilam.
    ZAMEK jest tak tajemniczy ze zostal wybrany na coroczne miejsce zlotow “fanow“ HARRY Pottera i dopiero wtedy jest atmosfera, jak po korytarzach i zaulkach kraza mlodzi czarownicy!!

    P.s Kioski Ruchu mila Pani Redaktor to tez czary ,myk w lata 70 te 🙂

    Odpowiedz
  2. Bartek

    Wybudzony w dzien rycerz zamkowy b. interesujacy. Reportaz tez. Ancenty ciekawe. Zycze Redakcji wszystkiego najmepszego. Rodak z Zachodu Europy.

    Odpowiedz
  3. Litwin

    Kazde zamczysko ma swoich duchow. Bywaja rozne: zlosliwe, zle dla ludzi i turystow. Z takim czochowskim chetnie sie spotkam. Takiego nawet chetnie przyjme pod swoj dach do swojego domku. Trwaly i wierny! Bardzo ciekawy tekst i dobra reklama Zamczyska. Pozdrawiam. Litwin

    Odpowiedz
    • Heniek

      Kazde zamczysko ma swojego wydumanego ducha. Ten mi sie podoba. Takiego to i ja chcialbym spotkac Podoba mi sie ze Autorki nie pisza o jedynie piastowskim pochodzeniu obiektu. Za moich mlodych lat wszystko co bylo na Ziemiach Zach. bylo piastowskie albo prapiastowskie, tzn. nasze polskie.

      Odpowiedz
  4. Panienek

    Znam zamek z wesela, Bylo pieknie a legenda ducha zamkowego w wersji nowej o wiele ciekawsza niz stara wersja.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O Akcentach        Impressum        Facebook        Twitter
Copyright © Akcenty  •  Wszystkie prawa zastrzeżone
Berlin, 2004 - 2017 r.
Share This
"Akcenty" powołaliśmy do życia w 2004 roku jako miesięcznik społeczno-kulturalny. W tym samym roku powstał portal akcenty.de

Wszystkie artykuły publikujemy nieodpłatnie. Pragnących wesprzeć nas prosimy o datki - z nich pokrywamy m.in. koszty administracyjne i opłatę serwerów. Dziękujemy za pomoc. Wpłaty prosimy dokonać poprzez PayPal:

Paypal.me/AkcentyBerlin

Impressum:
"Akcenty" c/o Filip German
Herrfurthstr. 31
12049 Berlin

USt-IdNr:
DE235870007


Kontakt:

redakcja@akcenty.de
facebook
twitter