Notabene

W tygodniku DO RZECZY rozmowę ze znawcą spraw amerykańskich Mattewem Tyrmandem przeprowadził Marcin Makowski i zapytał tegoż o wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w USA.

Felieton

DATA
15.10.2018

PRZECZYTASZ W CIĄGU
6 minut

AUTORKA   → Regina Mikielewicz

DATA   15.10.2018

PRZECZYTASZ W CIAGU   6 minut

Okazało się, że mam bardzo słabe pojęcie o dyplomatycznej ogładzie, a więc salonowe savoir-vivre jest mi obce. Pan Tyrmand stwierdził, że było rewelacyjnie i że cele spotkania zostały osiągnięte. Poza tym ton biznesowy spotkania bardzo się Tyrmandowi spodobał.

Komentator dalej stwierdził, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nie wiązał ust, jak przy spotkaniu np. z Angelą Merkel, był rozmowny, wyluzowany i – zacytuję – nie zaciskał rąk. Pozwolił nawet prezydentowi dumnego nadwiślańskiego narodu stanąć na skraju stołu i jak równy z równym podpisał z nim układ o strategicznej współpracy. To znaczy równy Trump siedział, a równy Duda stał, jak to kiedyś nazywano, w reweransie.

Słusznie zauważył redaktor Die Welt, że prezydent Polski zmiażdżył psychologią prezydenta USA i wykorzystując „chłopski spryt” doprowadził do podpisania dokumentu. Naprawdę sukces wielki. A gdyby padł na kolana to może podpisaliby jeszcze porozumienia wizowe?

Mam absolutne przeświadczenie, że gospodarz Białego Domu jest zwykłym chamem, który nie potrafi zachować się wobec swoich gości. Nikt przecież nie żądał, żeby oddano Dudzie Melanii na noc; nasz prezydent ładnie się uśmiechał, a Dudowa robiła za Kopciuszka, która pantofelek zgubiła…

Naszemu prezydentowi zabrakło i tym razem klasy. Może należało poczekać aż najpierw prezydent USA podpisze dokument, a potem zająć jego miejsce przy stole? Mniemam bowiem, że Jankes nie wyrwałby krzesła spod siedzenia prezydentowi Polski.
Nie dość tego, pan Andrzej Duda po powrocie stwierdził z dumą: „Cel osiągnęłem (czy nie osiągnąłem?). Jak ktoś woli się skupić na tym, że nie siedziałem na złotym tronie…”. Panie Prezydencie, cieszy, że nie padł pan na twarz, bo choć cel jakoby osiągnięty (zobaczymy skutki) – forma paskudna.

Przywołało to mimo woli wspomnienia spisane przez Melchiora Wańkowicza o latach niepokojów społecznych na Wschodzie Polski, kiedy to bolszewicka propaganda kusiła tamtejszych chłopów do „grabienia zagrabionego”.
Ci korni, uniżeni chłopkowie nagle zakradali się na pokoje tamtejszej szlachty, której zawsze ‘pod kolana’ i milcząco okupywali pokoje, by cichcem chować dobra za pazuchę z kredensów, serwantek i szuflad. Był to pewnie swoisty widok cieku wodnego ciurkającego na pokoje. Nie do zatrzymania. Co sprytniejsi kłaniali się pani dziedziczce nisko, ale sztućce zgarniali. To się nazywa chłopski spryt.

Bardzo poruszyła mnie publikacja Wydawnictwa M, o którą niedawno przeczytałam, choć podręcznik ma już kilka lat – jest ciągle w użyciu. To praca skierowana „dla młodzieży powyżej 14 roku życia, dla wychowawców, rodziców i katechetów”. Bardzo pouczający poradnik, który w jednym z fragmentów zwraca się do dziewczynek molestowanych seksualnie tymi słowy: „Przede wszystkim potraktuj go (molestującego – przyp. aut.) z szacunkiem. Daj mu do zrozumienia, że schlebia ci zainteresowanie, które kieruje w twoją stronę, ale że będzie ci jeszcze milej, jeżeli będzie cię szanował. W żadnym wypadku nie bądź niegrzeczna, nie okazuj niesmaku: poniżysz i zranisz go, co może sprawić, że zechce się zemścić. Z szacunkiem podejdź do tego, że będzie czuł się urażony. Bądź miła”. Amen.

Ponieważ ostatnio Kościół zbiera potężne cięgi, ani na temat wypowiedzi klechów o seksie w rodzinie, ani o aborcji, ani na temat filmu „Kler” wypowiadać się nie będę. W przeciwieństwie do Wojciecha Cejrowskiego, podróżnika wielkiej sławy, który uzurpuje sobie prawo do oceny wszystkich zjawisk na niebie i ziemi. O filmie Wojciecha Smarzowskiego pisze: „Nie muszę oglądać filmu, żeby zawierzyć opinii innych osób. Tak jak nie muszę oglądać własnej kiszki stolcowej…”. Mam przeświadczenie, że taki wgląd podróżnika w intymność swoją byłby z pożytkiem i bardzo na miejscu.

Na zakończenie wiersz Leopolda Staffa o jesieni. Dedykuję go moim wiernym czytelnikom, którzy wiersze czytają.

Już jesień. Liść na drzewie rzednie,
Jeszcze ostatnim złotem gore,
A z nim spokojnie gaśnie, blednie,
Co nie umiało umrzeć w porę.

Pogodny schyłek dnia łagodzi,
Co myśl mąciła bałamutna,
I w serce miłościwie schodzi
Radość tak cicha, że aż smutna.

Dyskusja

475 komentarzy

  1. Vadimgow

    online on line senza ricetta

    8c5f prescription online 5mg

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Impressum        Facebook        Twitter
Copyright © Akcenty  •  Wszystkie prawa zastrzeżone
Berlin, 2004 - 2017 r.
Share This
"Akcenty" powołaliśmy do życia w 2004 roku jako miesięcznik społeczno-kulturalny. W tym samym roku powstał portal akcenty.de

Wszystkie artykuły publikujemy nieodpłatnie. Pragnących wesprzeć nas prosimy o datki - z nich pokrywamy m.in. koszty administracyjne i opłatę serwerów. Dziękujemy za pomoc. Wpłaty prosimy dokonać poprzez PayPal:

Paypal.me/AkcentyBerlin

Impressum:
"Akcenty" c/o Filip German
Herrfurthstr. 31
12049 Berlin

USt-IdNr:
DE235870007


Kontakt:

redakcja@akcenty.de
facebook
twitter