Notabene

Strzeż nas Boże przed robespierrami i stalinami, bo nawet w Polsce znalazłoby się dziś kilku potencjalnych. Masy zaś, jak widać na marszach polskich narodowców, bardzo łatwo porwać.

Felieton

Notabene

Strzeż nas Boże przed robespierrami i stalinami, bo nawet w Polsce znalazłoby się dziś kilku potencjalnych. Masy zaś, jak widać na marszach polskich narodowców, bardzo łatwo porwać.

Felieton

DATA
15.11.2017

PRZECZYTASZ W CIĄGU
4 minut

AUTORKA   → Regina Mikielewicz

DATA   15.11.2017

PRZECZYTASZ W CIAGU   4 minut

Na temat rewolucji miałam, od czasu samodzielnego myślenia, krytyczne mniemanie i to pomimo entuzjastycznych przekazów szkolnych, które głosiły, że rewolucje zmieniały światy (oczywiście!) na lepsze. Nawet korekty wyjaśniające tzw. wypaczenia, bywały nieszczere i na granicy kpiny.

Potem docierałam do wspomnień, niepublikowanych pamiętników świadków rewolucji i prowadziłam rozmowy i ich dziećmi, ofiarami zbrodni bolszewickiej. Prawie zawsze targały nimi ambiwalentne odczucia, z jednej – podziw i zachwyt, z drugiej – strach i przerażenie. Wskazywano na zjawisko szczególne – zbrojne przewroty obalające jeden system, rodziły dyktatury, które wyzwalając w tłuszczy dewiacje, nikczemności i zbrodnie, stawały się gorszymi od rządów poprzedników.

Tak było z rewolucją francuską, która w kulminacyjnej fazie swojej ‘praworządności’ gilotynowała około 100 głów dziennie. Warto wspomnieć, że jej ofiarami padali przypadkowi ludzie, często z donosu ‘życzliwych’, byli to  i sprzedawcy, i naukowcy, kobiety i dzieci (czasu brakowało na przeprowadzanie procesów. Z tych doświadczeń rewolucji francuskiej korzystał system bolszewicki). Jak na ironię, w końcowym etapie tej masakry, lud francuski ściął głowę protagoniście Robespierrowi (podobnie czyniono potem z rewolucjonistami rosyjskimi).

Dzisiejsza arabska intifada też zaczynała się szlachetnie. Hasła, które głosiła to wolność osobista, walka z nepotyzmem etc.; zradykalizowała się, zmilitaryzowała, a jak się rozwinęła – wiemy. I jeszcze się nie skończyła.

Wróćmy do Rewolucji Październikowej. Setną rocznicę tylko co wspominaliśmy. Zapoczątkowała masowy terror unicestwiając miliony również swoich obywateli. Za czasów mojej młodości obchodzona z pompą i szacunkiem (na granicy misteriów religijnych). Dzień 7 listopada celebrowano jako ten, który wyzwolił lud rosyjski spod samodzierżawia a Polakom przywrócił państwowość (tak głosił na początku Lenin). Retoryka nie bardzo pokrywała się z faktami, ale propagandowy młynek czynił cuda.

Czym w rzeczy samej była owa rewolucja? Jakie hasła wiodły ‘na barykady’? Otóż wszystkie one były szlachetne i wolnościowe (uwolnienie spod jarzma, powszechne szkolnictwo, likwidacja cenzury…). W Rosji, kraju sponiewieranym wyniszczającymi wojnami, rządzonym przez mało sprawnego politycznie i militarnie cara Mikołaja II, w kraju grubiaństwa i samowoli czynownika, w kraju ludzi głodnych, o których pisał „W listach z Rosji” Markiz de Custine „pijanych niewolą” – doszło do dwóch po sobie następujących rewolucji, lutowej (upadek caratu) i bolszewickiej (zbrojnego przewrotu wojskowego). Na tym etapie rodzi się terror.

Dla wprowadzenia haseł rewolucji, ładu i porządku, bolszewicy powołali organ ścigający wszystkich przeciwników i sceptyków zmian. Na samym szczycie tej sceny pojawia się nawet, niestety, nasz rodak Feliks Dzierżyński (jeśli przyznajemy się do Marii Skłodowskiej-Curie, musimy również wspomnieć Felka). Najgorsze, że bez szczególnej manipulacji nie można doszukać się w nim niepolskiej krwi, bo twórca Czeka i jej zarządzający pochodził z porządnej rodziny szlacheckiej. W dzieciństwie należał do „Serca Jezusowego” katolicko-narodowej organizacji. Nie był – jak twierdzi wielu – szczególnie antypolski, a ponieważ wytłukł miliony Rosjan, niektórzy przypisują mu nawet niemałe korzyści dla kraju.

Byłabym ostrożna z taką oceną jego czynów, bo jeśli nawet krwawy Feliks sam nie dokonywał egzekucji, to je akceptował, tak jak wysyłki niepokornych do łagrów (nie bardzo przejmując się narodowością).

Okazało się wkrótce, że rewolucja, jak pisał Danton, „pożarła własne dzieci”, stała się jej karykaturą. A‘propos karykatury, ta forma przekazu (nie)artystycznego, była znana i popularna wśród bolszewików, głównie ich przywódców. Rozbawiała samego Stalina (szczególnie ta, która kpiła ze współpracowników powieszonych za genitalia czy przedstawionych jako hybrydy, np. świńskie). Sam generalissimus bohaterem tej formy artystycznej nie bywał. Ot, takie specyficzne poczucie humoru.

Z innych pośmiać się a i owszem, z siebie „ukochany Stalin – szczęście narodów” (hasło z plakatów propagandowych) nieszczególnie potrafił. Pozował za to do portretów z dziećmi, głaszcząc główki dziatwie, lubił siebie na obrazach z książkami, kreował się na wybitnego dydaktyka nauczającego nierozumne narody jak żyć w kraju szczęśliwości  „Gdie tak wolno – pisał I. Dunajewskidyszyt czełowiel”Powszechna przypadłość dyktatorów.

Strzeż nas Boże przed robespierrami i stalinami, bo nawet w Polsce znalazłoby się dziś kilku potencjalnych. Masy zaś, jak widać na marszach polskich narodowców, bardzo łatwo porwać. ♦

Dyskusja

6 komentarzy

  1. Emerytka

    Cieszę się z powrotów. Felieton b.ciekawy, tak jak poprzedni. Pozdrawiam
    Emerytka

    Odpowiedz
  2. Piotr

    Masy porwać może każda strona, proszę pani…
    Z szacuneczkiem – Piotr

    Odpowiedz
    • Karo66

      Odp. PIOTROWI (nie pieprz Pietrze…) Ale najchetniej robia to nacjonalisci, bo glupcom b. odpowiada retoryka wylacznosci, zwarci, gotowi, najlepsi. Smakuje pysznie i ponadczasowo.

      Odpowiedz
    • Krzych Pych.

      Masy szczególnie nacjonalistyczne, gdzie Bóg-Honor-Ojczyzna są zaczynem do nawracanie niewiernych na wiarę… polską.

      Odpowiedz
  3. Grazyna (bez Jana)

    Niezwykle refleksyjny felieton. Czytalam prawie 8 min. (bo dwa razy) .

    Odpowiedz
    • Żmudzin

      Ja tylko raz i zrozumiałam. Chyba że Grażynka smakowała, a to co innego. Czekam już na grudniowy felieton i (błagam bez kuchni świątecznej!). Wasz ulubieniec i sympatyk – Zmudzin

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O Akcentach        Impressum        Facebook        Twitter
Copyright © Akcenty  •  Wszystkie prawa zastrzeżone
Berlin, 2004 - 2017 r.
Share This
"Akcenty" powołaliśmy do życia w 2004 roku jako miesięcznik społeczno-kulturalny. W tym samym roku powstał portal akcenty.de

Wszystkie artykuły publikujemy nieodpłatnie. Pragnących wesprzeć nas prosimy o datki - z nich pokrywamy m.in. koszty administracyjne i opłatę serwerów. Dziękujemy za pomoc. Wpłaty prosimy dokonać poprzez PayPal:

Paypal.me/AkcentyBerlin

Impressum:
"Akcenty" c/o Filip German
Herrfurthstr. 31
12049 Berlin

USt-IdNr:
DE235870007


Kontakt:

redakcja@akcenty.de
facebook
twitter