Notabene

Muszę zdradzić pewną tajemnicę, która dotyczy sprawy niebagatelnej – życia. Imć mecenas Stefan Hambura, polski berlińczyk, ma wzrok bazyliszka. Strzeżcie się państwo wzroku jego!

Felieton

DATA
15.05.2018

PRZECZYTASZ W CIĄGU
6 minut

AUTORKA   → Regina Mikielewicz

DATA   15.05.2018

PRZECZYTASZ W CIAGU   6 minut

Banalność niniejszej sceny podkreśla tylko grozę sytuacji. A było to tak. Podczas przesłuchania w Sądzie Okręgowym w Warszawie, na którym poruszono zagadnienia związane z remontem nieszczęsnego Tu-154, doszło do pojedynku na oczy; chodzi o spojrzenia, które się skrzyżowały, można powiedzieć na śmierć i życie. Były to oczy mec. Stefana Hambury i Przewodniczącego Rady Europy. Zagrożenie dla Donalda Tuska okazało się być realne. Co tu mówić, uratowało spuszczenie wzroku, bowiem siła rażenia fotozmysłu pana Stefana była gromowładna i Tusk nie wytrzymałaby żarliwości starć spojrzeń. Tak, tak, gdyby nie roztropność Tuska ów pojedynek mógłby zakończyć się tragicznie i nowymi wyborami przewodniczego Rady.

Żywię słabość do swoich rodaków berlińczyków. Powiem szczerze, próbowałam nawet polubić Stefana Hamburę (niegdyś zasiadaliśmy razem w zarządzie pewnego stowarzyszenia w Berlinie). Niestety. Rozeźliło mnie jego pieniactwo i wybiórczość ocen w sprawach szczególnie delikatnych – m. in. polskich dzieci jakoby bezprawnie zabieranych przez Jugendamty. Dramatyczne opowieści o wkraczaniu policji i bez wyjaśnienia odbieranie (porywanie) pacholąt z objęć matek Polek, stało się dla wielu żenujące, bo przede wszystkim są to informacje nie do końca prawdziwe.

Podobnie z nauką języka polskiego, która (rzekomo) jest tępiona przez niemieckie placówki oświatowe i wychowawcze. O nierzetelności przedstawionych ‘faktów’ nasłuchałam się na spotkaniach m.in. z mec. Stefanem Hamburą i panią poseł(ką) Dorotą Arciszewską Mielewczyk. Ponieważ moje felietony trafiają również do czytelników w Polsce – informuję zaniepokojonych „wzmożoną germanizacją”, że to nieprawda. Już kolejne pokolenie Polonii ma rozległe możliwości uczenia dzieci języka polskiego w placówkach oświatowych na terenie Niemiec. Moje berlińskie wnuki są dwujęzyczne, rodzice dzieci takich domów są w większości wspierani przez nauczycieli w bilingwalnym wychowaniu. Ważne, by w kraju, w którym żyją, język niemiecki był przez dzieci dobrze opanowany, dawał szanse zawodowe i społeczne. O to szczególnie silnie zabiegają dzisiejsze władze w Niemczech. Jednak dla niektórych Niemcy zatrzymały się w XIX wieku i ciągle w świat wysyłane są treści „Biją głosy, ziemia jęczy/ Prusak dzieci polskie męczy!”. (Maria Konopnicka).

Można byłoby nie zawracać sobie głowy działalnością mec. Hambury (a sławy medialnej nigdy mu nie za wiele), gdyby nie fakt, że jest ona wodą na młyn dla polskich ksenofobów, pokazuje w krzywym zwierciadle rzeczywistość i wypacza prawdę. A’propos zwierciadła. Radzę przy spotkaniu z panem Stefanem nosić lusterko. Gdy tylko przyjdzie spotkać się z owym, nie spuszczajmy wzroku, nie kulmy się ze strachu, tylko ciach! – lusterkiem pana po oczach. Jak twierdzi legenda o bazyliszku, przerazi się ujrzawszy siebie, struchleje, w posąg zamieni. Tylko czy dobrze byłoby, gdyby powstał kolejny monument, wprawdzie taniutkim sposobem wyniesiony, ale i tak po co? Do wyburzenia? Już patrzę z niepokojem na żołnierzy wyklętych, których życiorysy nie zawsze były szlachetne, a którym buduje się pomniki dość powszechnie.

No i jeszcze o pewnym albumie berlińczyka Mariana Stefanowskiego (Czarka), który jest w opracowaniu i wierzę, że niedługo się ukaże. Autor wcześniej poprosił przyjaciół i znajomych, żeby napisali refleksje dotyczące fotografii, które w nim opublikuje. Przyznam, jestem laikiem w tym rzemiośle, nie wiem jak ustawić światło, kierunek, skupienie, rozproszenie etc., ale wyczuwam intuicyjnie kwalifikacje artysty, bo – jak mówił E. Erwitt – fotografik musi być dobrym obserwatorem, fotografia jest sztuką obserwacji, a te zdolności Stefanowski ma na pewno. Szczególnie zainteresowały mnie prace pokazujące mur berliński. Był on nieodłączną kulisą Berlina Zachodniego. Takim poznali go polscy emigranci lat 60. 70. 80. 90. O nim napisałam. Czy ten fragment znajdzie się w albumie – nie wiem, ale państwu przekażę swoje refleksje, są bowiem głosem wspomnień, które wybudził Marian.

„Był (mur- przyp. aut.) kuriozum Europy XX wieku, alegorią zimnej wojny, podziału nie tylko miasta, ale i świata; grodził on, nie tylko symbolicznie, dwie doktryny. Komuniści twierdzili, że usypała go nienawiść Zachodu do najlepszego w świecie systemu sprawiedliwości społecznej. Tak długo rzekomo sypano tą nienawiścią, że uzbierało się budulca na cały mur. Typowa retoryka sowiecka. Wiadomo było, że miał wstrzymać niepohamowany odpływ ludności z radzieckiego sektora do części zachodnich i był dziełem głów aparatczyków „demokratycznego systemu”. Dzięki nim miasto podzielone nieomal wpół, przecięto murem ulice, zamknięto przejścia na perony kolejek miejskich, a przede wszystkim rozdzielono i rozbito rodziny na całe lata.

Powstał w 1961 r., jeszcze nie bardzo doskonały, raczej symboliczny (wtedy udawało się niektórym przeskoczyć zasieki). Potem go usprawniano, nieustannie naprawiano i modernizowano. Polacy, którzy licznie przyjeżdżali do Berlina Zachodniego w latach 80. widzieli już konstrukt dojrzały, z płyty betonowej zwieńczonej również krągłą ‘stójką’, która uniemożliwiała uchwyt uciekającym. Ten mur stał się symbolem upokorzenia i hańby. (…)

Po latach strach i grozę budzą fotografie ulic szczelnie zamurowanych, blokady przejść na perony i kilometry betonowego płotu. A przecież żyliśmy tu, w tej oazie-mateczniku bezpiecznie, ciesząc się pełną wolnością. No cóż, pewnie wierzyliśmy w moc Zachodu, że ten zareaguje na każdą zaborczość Sowietów i jego wasali. Berlin Zachodni był już przecież po blokadzie i spektakularnym zwycięstwie aliantów, gdy na prawie rok władze sektora radzieckiego zamknęły drogi do miasta. A ono jednak przeżyło. Ta część dokumentacji Mariana Stefanowskiego szczególnie ważna, nie tylko historycznie”. W ogóle lubię widzenia świata Mariana.

Dyskusja

11 komentarzy

  1. ATom

    Zylem lata cale w Berlinie. Mur znalem „od podszewki” i prawda jest ze za murem czulem sie mniej bezpiecznie niz w enklawie-wyspie. Po zjednoczeniu Berlin zmienil sie i gdy po latach odwiedzilem go, zrozumialem ze panta rei nie zawsze gna wody w lepsza przyszlosc. W Ameryce tez nie lepiej. Czy jest gdzies jeszcze dla mnie miejsce?

    Odpowiedz
    • Żmudzin

      Zapraszam do Polski (bez żartów), to kraj mleczkiem i miodkiem płynący, a ludzie jako te anioły, Bóg mi świadkiem: bogobojny i w postawie wyprostnej. Tak wychował nas Jego Wódz.

      Odpowiedz
      • Wiśniewska

        Jaroslaw? – pyta Wiśniewska

  2. Dziunia

    Pod pokrywka patriotyzmu bardzo czesto falszowane sa fakty. Propaganda dzialala i w przeszlosci i dzisiaj. Tak bylo za Hitlera( propaganda antyzydowska), Stalina( do dzisiaj w Rosji uwazany jest przez wielu za bohatera a nie morderce), w DDR ( m. in.powod dla ktorego musieli postawic mur). Sprawa wypadku Smolenskiego to rowniez propaganda, ktora dzieli narod, rodziny i czesto przyjaciol.
    Ta ciagla manipulacja czyni wiele zla , ludzie od wiekow sa na siebie nawzajem „napuszczani”, gdyby nie ona zyliby w pokoju i spokoju. Rowniez religie tez przylozyly i przykladaja do wojen swoja raczke. A wiec informujmy sie, czytajmy rozne opinie, rozne gazety i nie dajmy sie pod plaszczykiem patiotyzmu i religii siac niezgode i falszowac fakty.

    Odpowiedz
    • Frank

      Refleksje pani D. wpisują się w moje poglądy, ale jakoś jej uwagi pod art. poszły dziwną stroną – pewnie pani Renata „wybudziła” (piękne słowo) opinie na tematy ogólne. Pan Hambura (b. słuszna uwaga) uwielbia medialność nawet kosztem kompromitacji. Ujawnił się przecież w sprawie smoleńskiego ataku terrorystycznego. Teraz jeszcze ta dziecina zabierana przez Niemcy. To już jakieś opętanie. Może by do egzorcysty? Czekam na album Czarka Stefanowskiego i choć mało wiem o fotografii, z powodów sentymentalnych chcę go mieć. Znam Berlin lat 80.

      Odpowiedz
  3. Wojtek Drozdek

    Szanowny Panie Kolego Pana Hambury… wstydzimy sie podniesc przylbice..? a fuj… a moze nie podniosl jej Pan bo sie nacpal… BTW: gdzie i jakie ziele Pan zazywa? Prosze o adres dilera…

    Odpowiedz
    • Kolega Karola

      Ani się nie naćpal, ani adresu nie poda bo takich nie zna. Podpisywać się pełnym nazwiskiem nie zamierzam, bo je pan szarpać będzie (akcenty znają i wierzę ze nie zdradzą). Ja wyrażam zdanie a takie reprezentuje większość prawych Polaków. Tyle w temacie panie Drozdku. Amen

      Odpowiedz
    • Emerytka

      Typowa odpowiedź pieniacza!

      Odpowiedz
      • Emerytka

        Moja uwaga o pieniaczu odnosi się do wpisu pana Wojtka D. Nie ma merytorycznych uwag, jest kpina i cynizm. Typowa krajowa retoryka. Tak w kraju rozmawiamy, niestety. Felieton, jak zwykle, informatyczny, zawiera sporo ciekawych informacji (o murze prawie zapomnieliśmy) chociaż stawiamy nowe mury.

  4. Kolega Karola

    Hambura jest Polskim Patriotą i broni polskich interesów, a pani aż wstyd powiedzieć. Pani podobni odzierają Polskę z godności. Szkoda słów. To nie tylko ja tak myślę. Karol, którego pani dobrze zna myśli tak samo.

    Odpowiedz
    • Halinka zza morza

      Z takiej godnosci odzierac bede!

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Impressum        Facebook        Twitter
Copyright © Akcenty  •  Wszystkie prawa zastrzeżone
Berlin, 2004 - 2017 r.
Share This
"Akcenty" powołaliśmy do życia w 2004 roku jako miesięcznik społeczno-kulturalny. W tym samym roku powstał portal akcenty.de

Wszystkie artykuły publikujemy nieodpłatnie. Pragnących wesprzeć nas prosimy o datki - z nich pokrywamy m.in. koszty administracyjne i opłatę serwerów. Dziękujemy za pomoc. Wpłaty prosimy dokonać poprzez PayPal:

Paypal.me/AkcentyBerlin

Impressum:
"Akcenty" c/o Filip German
Herrfurthstr. 31
12049 Berlin

USt-IdNr:
DE235870007


Kontakt:

redakcja@akcenty.de
facebook
twitter