O Polsce, o świecie…

…o blaskach i cieniach. Wywiad z Jackiem Merkelem.

Społeczeństwo

O Polsce, o świecie…

Wywiad z Jackiem Merkelem; politykiem, przedsiębiorcą.

Społeczeństwo

DATA
24.11.2016

PRZECZYTASZ W CIĄGU
9 minut

AUTORKA   → Regina Mikielewicz

DATA   24.11.2016

PRZECZYTASZ W CIAGU   9 minut

Jacek Merkel – polityk, przedsiębiorcą; w latach 1989–1993 poseł na Sejm X i I kadencji. W stanie wojennym internowany. Brał udział w obradach Okrągłego Stołu. W 1990 został przewodniczącym rady nadzorczej Fundacji Gospodarczej NSZZ „Solidarność”. Kierował sztabem wyborczym Lecha Wałęsy. Od grudnia 1990 do marca 1991 zajmował stanowisko ministra stanu do spraw bezpieczeństwa narodowego w Kancelarii Prezydenta RP.

Akcenty: Zaczniemy patetycznie: Młodość oddana idei, która na owe czasy, co tu kryć, była utopią. Naprawdę wierzył Pan, że ruszy z posad bryłę, że obali system, który miał być na wieki wieków?

Jacek Merkel: Odpowiem nie mniej patetycznie. My Polacy, jesteśmy wybitnymi, światowej klasy specjalistami od robienia sobie powstań narodowych z zasady błędnie – jeśli w ogóle – planowanych, prowadzonych z bezprzykładnym bohaterstwem, utopionych we krwi i z katastrofalnym końcowym efektem politycznym. I tu nagle jak nie my Polacy – zrobiliśmy sobie powstanie narodowe perfekcyjnie przygotowane i zaplanowane, przeprowadzone praktycznie bez krwawych strat, z oszałamiającym politycznym sukcesem końcowym.

Mam oczywiście na myśli Solidarność rozumianą symbolicznie jako całą dekadę lat 80-tych poprzedniego stulecia. Zorganizowaliśmy się w związek zawodowy co było wyznaczeniem najkorzystniejszego dla nas i najtrudniejszego dla przeciwnika pola walki. Gdybyśmy znów wpadli na pomysł chwytania za broń byłoby dokładnie odwrotnie – pole walki skrajnie niekorzystne dla nas i wymarzone dla przeciwnika. Wymagało to mądrości i roztropności. Będąc związkiem zawodowym mogliśmy być legalni i dzięki temu  byliśmy tak silni. Żadna inna formuła nie dawała nam atutów masowości i jedności i wykorzystaliśmy to.

Polacy praktykowali wolność i demokrację przez 16 miesięcy mimo formalnie panującego odmiennego systemu. Bezcenne doświadczenie, pod warunkiem jednak, że nie kończy się krwawą interwencją, która w ówczesnej sytuacji geopolitycznej Polski nie była wykluczona, aby nie powiedzieć, że przez Zachód spodziewana. Stan wojenny położył kres legalnej Solidarności ale – w porównaniu z każdym innym racjonalnie przewidywanym rozwojem wypadków  – był sytuacją łagodną. Krwawe ofiary w kopalni „Wujek” nie są przykładem sytuacji typowej, ale przeciwnie – wyjątkiem. Solidarność stawiła opór w dziesiątkach zakładów pracy i w dziesiątkach miejsc nasz opór był pacyfikowany siłą. Krwawe ofiary ponieśliśmy tylko w tym jednym tragicznym miejscu.

Nastąpiły lata represji i prowadzonej w podziemiu ofiarnej działalności. Nie do przecenienia jest rola Lecha Wałęsy. Przewodniczącego, którego talent przywódczy, roztropność i determinacja czyniła go naszym niekwestionowanym liderem. Gwarantowało to naszą jedność a ta z kolei – siłę. Przetrwaliśmy i dotrwaliśmy do bankructwa systemu komunistycznego i byliśmy zdolni wykorzystać sytuację. Byliśmy tą symboliczną pierwszą kostką domina, która zapoczątkowała zmiany w regionie. Imperium sowieckie traciło  kolejne kraje bez tragicznych wstrząsów i to my daliśmy zaraźliwy przykład.

My Polacy, wbrew ugruntowanej reputacji straceńczo rzucanych „kamieni na szaniec” okazaliśmy się mądrzy zdolnością zawarcia wewnętrznego pokoju. Istotą Okrągłego Stołu jest pokój zawarty mimo wzajemnego braku zaufania i nienawiści. Pokój zawarty między Solidarnością, która mimo represji i niegodziwości była zdolna przetrwać i w jedności a władzą komunistyczną, która była zdolna podjąć ryzyko odejścia od systemu komunistycznego w nieznaną przyszłość.

Monolityczny rząd, który wybrali Polacy w ostatnich wyborach formułuje nowe treści przewodnie, nicuje i rewiduje historię, demontuje grzechy… Jak się panu ten proces podoba? Są plusy?

Od ćwierćwiecza cieszymy się dobrodziejstwem niepodległości. My Polacy jesteśmy niepodlegli. Warto to sobie uświadomić bowiem, to co dzisiaj jest „oczywistą oczywistością“ wcale nie tak oczywiste było przez całe stulecie a i całkiem niedawno. Dzisiaj nikt nam niczego nie narzuca. Jesteśmy niepodlegli i rządzimy się jak chcemy. A jak chcemy? Tak jak widać. Nasz rząd to nasz najlepszy rząd na jaki nas stać. Ten nasz prezydent jest najlepszym prezydentem na jakiego nas stać. I tak dalej, aż do ostatniego publicznego stanowiska. To logiczna konsekwencja naszej niepodległości i swobodnie przyjętej przez nas demokracji przedstawicielskiej jako systemu kształtowania władz Rzeczypospolitej. Nie uważam, że jest dobrą praktyką mówienie – „to nie ja“, „to nie my“ – to „oni“. Jasne, że to co wyprawia mój rząd, mój prezydent i tak dalej nie czyni mnie dumnym z mojego państwa, ale to moje państwo więc – to nie „oni“ to „my“ niestety.

Niestety, bowiem obecnie – zwłaszcza w polityce zagranicznej – robimy kompromitujące głupstwo za zdumiewającym głupstwem. Na polu edukacji przedstawiamy się jako odstający od europejskich standardów ekscentrycy. Prawa kobiet nie są dla bardzo wielu moich rodaków niczym innym jak tylko tematem niewybrednych  żartów. Tyle tylko, że to wszystko zdecydowanie nie żarty. Wszystkie te głupstwa i głupstewka mają jak najbardziej realny wpływ na rzeczywistość. Nikt nie broni nam robić te wszystkie głupstwa, ale z pewnością bez Polski świat też będzie istniał i nikt nie będzie po nas płakał.

Nasze państwo staje się państwem pisowskim. PiS rządzi, PiS stanowi prawo, PiS je kontroluje. Jak ocenia Pan te autokratyczne rządy, z wszechobecnym charyzmatycznym Prezesem wcale nie w tle?

Obecny polski rząd nie wziął się znikąd. Fakt – raptem 18% wyborców głosowało na PiS ale to wystarczyło do zdobycia władzy. Warto też pamiętać, że połowa z nas w ogóle nie uczestniczy w wyborach. To też my-Polacy i też nas-Polaków charakteryzuje. Nie będę oryginalny jeśli stwierdzę, że mój obecny rząd dewastuje państwo, ale – aby oddać sprawiedliwość sprawiedliwości – to zaufanie do PiS wzięło się także z tego, że bardzo wielu nas-Polaków czuło się przez swoje państwo porzuconych, zapomnianych, wykluczonych aby nie powiedzieć, że sponiewieranych i upokarzanych. PiS to dostrzegł i potrafił do tych-nas przekonująco przemówić. Nie wolno tego lekceważyć. Jasne, że przypomina mi to leczenie realnych przypadłości tak zwanymi „suplementami diety” ale właśnie „suplementy diety” są w Polsce powszechnie nabywane. No i warto jeszcze odnotować mizerię oferty lewicowej na polskiej scenie politycznej, wobec czego uproszczona oferta PiS-u trafiła na rynkowy brak.

Europa się zmienia błyskawicznie. Sploty wydarzeń światowych odmieniły również Polaków. Stali się czujni, nieufni, podejrzliwi. Do twarzy z tym Polakom?

Całkiem niedawno to my byliśmy adresatem solidarnej pomocy innych – zwłaszcza europejczyków. Także moja rodzina doświadczyła tej solidarności, gdy mnie w domu zabrało po wprowadzeniu stanu wojennego. Wielu z nas emigrowało, co nigdy nie jest prostą decyzją i przedsięwzięciem. Ciężko nam idzie dostrzeżenie w innych – obcych – nas samych wówczas potrzebujących.

Wraz z m.in. Donaldem Tuskiem, Andrzejem Olechowskim i Maciejem Płażyńskim zakładał Pan w 2001 r. Platformę Obywatelską. Dzisiaj, po burzach i przegranych – w stanie silnej niemocy. Dlaczego? Widzi Pan szansę na odbudowanie jej wiodącej roli?

Byłoby nieuczciwym nadużyciem, gdybym potwierdził, że „wraz z tymi trzema politykami zakładałem Platformę Obywatelską”. Owszem – odegrałem swoją w tym rolę, ale o sukcesie Platformy, a zwłaszcza o przebojowym wejściu Platformy na polską scenę polityczną zadecydowało porozumienie tej trójki. Zaangażowałem się przy tworzeniu Platformy z założeniem, że tylko przy jej tworzeniu. Miałem już odmienne plany i oderwałem się od nich „na chwilę” i na wyraźną prośbę Donalda Tuska, co było o tyle oczywiste, że wspólnie decydowaliśmy o opuszczeniu Unii Wolności. Nic dziwnego, że Platformę darzę sentymentem. Dla Platformy jestem natomiast – szukam właściwego słowa – obcy. I to właściwie wszystko co mógłbym powiedzieć, nie popadając w banał, wypowiadając się na temat obecnej kondycji Platformy.

Wszechobecny terroryzm budzi strach i wprowadza nowe treści do polityki nie tylko europejskiej. Czy świat przegapił, zaniedbał, przeoczył trendy, które jawiły się wcześniej?

Czy zauważyli Państwo, że Europa nie gości imigrantów z Egiptu? Tymczasem to też raczej biedny kraj, Egipcjanie to też w swej większości muzułmanie, więc dlaczego? Otóż dlatego, że Egipt jest normalnie funkcjonującym państwem. Nie według europejskich standardów, bo standardy europejskie są – z definicji – europejskie. Arabskie są odmienne, bo – arabskie. Egipt jest tutaj przykładem bo to nie jedyne w regionie funkcjonujące państwo. Imigrantów mamy z miejsc zdestabilizowanych politycznie i w wyniku czego pogrążonych w wojnach domowych. Wszędzie na świecie i zawsze w historii, z takich miejsc ludzie uciekają do miejsc bezpiecznych. Tyle tylko , czy to aby nie my – ludzie Zachodu – swym mało roztropnym działaniem, nie przyłożyliśmy ręki do tej destabilizacji? A teraz?  W konflikt zaangażowane są wszystkie regionalne i antagonistyczne wobec siebie,  potęgi, a to nie rokuje rychłym pokojem.

Europa jest – na  tle świata – oazą dobrobytu, bezpieczeństwa i szczęśliwości. Nie mniej – Europejczycy to też tylko śmiertelni ludzie i też wielu umiera przedwcześnie. I każdy statystyk potwierdzi, że zgony w wyniku zabójstw, wszelkich zabójstw, są w Europie od dekad marginesem wobec takich masowych „zabójców” jak papierosy, cukier czy samochody ze swoimi spalinami i pijanymi kierowcami. Zabijamy się sami, z przyjemnością i na własne życzenie. Boimy się natomiast tego co dramatyczne, sugestywne i niepojęte choć marginalne. Zamachy terrorystyczne pasują idealnie do tych naturalnych ludzkich strachów. Dlatego zresztą są dokonywane. Moim zdaniem – poradzimy sobie w Europie ze współczesnymi zamachowcami, podobnie jak w niedawnej przeszłości poradziliśmy sobie z rodzimymi zamachowcami – też fanatykami, tyle tylko że innych „wartości”.

Był Pan w latach 90. kilka miesięcy Ministrem ds. Bezpieczeństwa Narodowego w Polsce. Jak Pan ocenia dziś stan bezpieczeństwa kraju?

To dłuższy wykład. W największym skrócie – Polska jest bezpieczna w integrującej się Europie co nie jest stanem rzeczy danym raz na zawsze; oraz – Polska poza Unią Europejską jest dalece mniej bezpieczna. Trzeciego realnego rozwiązania nie ma. No chyba, że ktoś jest zdolny przenieść Polskę między – powiedzmy – Argentynę a Brazylię. To i owszem – ale wówczas też byłyby realne zagadnienia naszego bezpieczeństwa, tyle że inne. Zjednoczona Europa jest budowana na mądrej refleksji nad naszą europejską historią, pełną okrutnych wojen. Obie wojny zwane światowymi zaczęły się w Europie i przede wszystkim Europę pokryły grobami i ruinami. No i – aby postawić kropkę nad i – Rosja też jest w Europie, też w obu tych światowych wojnach uczestniczyła, dzieli naszą wspólną europejską historię i też jest chrześcijańska w nie mniejszym stopniu jak reszta Europy.  Rosja jest oczywiście osobliwa – na tle standardów Unii Europejskiej. Rosja jest oczywiście targana frustracjami upadłego imperium kolonialnego.

Wystarczy jednak oderwać się nieco od wąskiej europejskiej perspektywy aby dostrzec, że Rosja leży między Unią Europejką a Chinami, zadać sobie nieco trudu, aby porównać potencjały i zastanowić się nad realnymi wyborami rosyjskiej polityki zagranicznej. Obserwując politykę zagraniczną mojego państwa, odnoszę wrażenie, że nie dość że nie staramy się nawet wznieść ponad horyzont europejski, ale nawet poza polski zaścianek. Tymczasem świat dawno przestał być i kontynentalny i europocentryczny. Jest globalny pod każdym względem – zwłaszcza geostrategicznym.

Ostatnie pytanie zrodziło się po serii zwycięstw partii prawicowych i polityków o nacjonalistyczno-populistycznych skłonnościach. Czy to trend powszechny, a zwycięstwo Donalda Trumpa w USA wpisuje się w tę linię?

Nie czuję się dobrze w roli przepowiadacza przyszłości,  a dopiero przyszłość pokaże czego tak na prawdę świadkami jesteśmy. Jeśli szukać wspólnego mianownika, tych „dziwnych” wyborów, wyborców w ustabilizowanych demokracjach, to skłonny jestem przyznać rację tym, którzy dostrzegają w tym  przede wszystkim desperacki bunt wyborców przeciwko nonszalancji i wyalienowaniu politycznego establishmentu w swoich krajach. Ta diagnoza jest oczywiście uproszczona, ale o tyle istotna, że wskazuje na zaniedbania rządzących a nie pomstuje na rządzonych. ♦

Dyskusja

1 komentarz

  1. Żmudzin

    Merkel do rządu!

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O Akcentach        Impressum        Facebook        Twitter
Copyright © Akcenty  •  Wszystkie prawa zastrzeżone
Berlin, 2004 - 2017 r.
Share This
"Akcenty" powołaliśmy do życia w 2004 roku jako miesięcznik społeczno-kulturalny. W tym samym roku powstał portal akcenty.de

Wszystkie artykuły publikujemy nieodpłatnie. Pragnących wesprzeć nas prosimy o datki - z nich pokrywamy m.in. koszty administracyjne i opłatę serwerów. Dziękujemy za pomoc. Wpłaty prosimy dokonać poprzez PayPal:

Paypal.me/AkcentyBerlin

Impressum:
"Akcenty" c/o Filip German
Herrfurthstr. 31
12049 Berlin

USt-IdNr:
DE235870007


Kontakt:

redakcja@akcenty.de
facebook
twitter